W dniu wczorajszym spontanicznie troszku polatałem wraz z kolegą Bochenem

Pojechaliśmy na żwirownię Ignacew gdzie spotkaliśmy chłopaka na DILIYM gdzie poleciał z nami na karolew i połowie drogi Mariusz przykopał się a kolega miał troszkę oddechu tak mówił bo już ręce mu nie dawały rady podobno

po dojechaniu na miejsce kompiel i kolega swoje dinli prawie utopił pod mostem ale wytargałem go pojechaliśmy na piaski pogadaliśmy i się rozjechaliśmy on w swoją stronę a my też kierunek dom bo czas mieliśmy ograniczony ( jakieś tam obiadki rodzinne czy coś w tym stylu )
