A chwila nieuwagi wystarczyła i najechałem sobie Bestią na nogę na podjeździe tzw. serwisowym (3 europalety ustawione na sobie coby sie do spodu dobrać wygodniej)...
Rozpędzone ponad 300 kg cielsko Bestii oparło i wspinało się 26" XTR'ami po moim piszczelu - nie przelewki. Kolano chciało mi się wygiąć w tą stronę, gdzie nie powinno sie zginać... Ale na twardy gnat natrafiło...
Kości całe, stawy i ścięgna obolałe, rzepka i torebka stawowa spuchnięte...
Ledwo dokuśkałem na 3 piętro po schodach do domu... Piekący ból nie pozwala mi utrzymać nogi na boki, nie pozwala na stąpnięcie na stopień... Normalnie po płaskim chodzić mogę "jak cie mogę", i bez większego bólu... Ale...
Noga jest jednak nadal cała, nadwyrężone mam ino ścięgna i zbitą rzepkę... Tragedii nie ma, acz kolwiek w kościele nie przyklęknę napewno... Rozgrzewam kolano maścią na zwichnięcia, ładuję bro na znieczulenie

, a cholercia nadal boli...
Rano zakładam stabilizator na kolano...
Ale może ktoś z Was ma jakieś "babcine" sposoby na stłuczone kolano coby cierpieniom ulżyć nieco?